
Gotówka bywa wygodna: szybka, „na już”, bez bankowych limitów dziennych i bez czekania na księgowanie. Problem zaczyna się wtedy, gdy robisz transakcję B2B (firma–firma), a jej wartość przekracza ustawowy próg. W Polsce obowiązuje zasada: jeśli jednorazowa wartość transakcji między przedsiębiorcami jest większa niż 15 000 zł (brutto), płatność powinna przejść przez rachunek płatniczy. Jeśli zapłacisz gotówką ponad limit, możesz sobie zafundować kłopot podatkowy i bałagan w dokumentach.
Ten artykuł jest napisany po to, żeby mikrofirmie było łatwo: kiedy limit działa, co jest „jednorazową transakcją”, jak nie wpaść w pułapki przy zaliczkach i ratach, co zrobić, gdy klient naciska na gotówkę, i jak to poukładać w prostych zasadach w firmie.
Obowiązek płatności przez rachunek dotyczy rozliczeń między przedsiębiorcami, gdy:
Kluczowe jest właśnie to ostatnie: liczy się wartość całej transakcji (umowy/zamówienia), a nie to, czy rozbijesz ją na 3 raty po 6 000 zł. Jeśli umowa opiewa na 18 000 zł, to nawet gdy płacisz „w częściach”, część gotówkowa powyżej limitu robi problem.
W praktyce mikrofirmy wpadają w dwie pułapki:
Pierwsza: mylenie „transakcji” z „fakturą”. Jeżeli masz umowę/ustalenie na całość (np. 20 000 zł), a potem idą dwie faktury po 10 000 zł, to nadal jest jedna transakcja. Rozbicie na faktury nie zmienia sensu ekonomicznego umowy.
Druga: raty i zaliczki. Zaliczka gotówką „przed podpisaniem” też jest częścią płatności za transakcję. Jeśli finalnie umowa przekracza 15 000 zł, to płatność gotówkowa może wywołać konsekwencje, nawet jeśli w momencie zaliczki jeszcze „nie wyglądało”, że dobijecie do limitu.
Dlatego w mikrofirmie warto mieć jedną prostą zasadę operacyjną: jeśli przewidujesz, że całość zamówienia/umowy może przekroczyć 15 000 zł, to od początku ustaw płatności bezgotówkowe. To tańsze niż późniejsze „naprawianie” kosztów w podatkach.
Najważniejsza konsekwencja jest podatkowa: część wydatku opłacona gotówką ponad limit co do zasady nie może być kosztem uzyskania przychodu. To dotyczy zarówno podatników PIT (działalność osób fizycznych), jak i CIT (spółki).
Jeżeli już ująłeś wydatek w kosztach, a później wyszło, że zapłaciłeś gotówką w sposób naruszający limit, przepisy przewidują obowiązek korekty: zmniejszenia kosztów albo – jeśli to niemożliwe – zwiększenia przychodów. W realnym życiu oznacza to nie tylko potencjalnie wyższy podatek, ale też dodatkową pracę: korekty, wyjaśnienia, niekiedy nerwowe rozmowy z księgowością.
W mikrofirmie to uderza szczególnie mocno, bo „jeden błąd” potrafi zepsuć wynik miesiąca albo kwartału, a na koniec i tak nie ma z tego żadnej korzyści biznesowej – poza tym, że ktoś chciał gotówkę.
Najlepszy scenariusz to oczywiście nie doprowadzić do sytuacji. Ale życie bywa życiem, więc trzy praktyczne uwagi:
Ważne: to nie jest temat „do zgadnięcia”. Jeżeli błąd już się wydarzył, mikrofirmie najbardziej opłaca się szybka konsultacja z księgową/księgowym i decyzja, jak to rozliczyć minimalnym kosztem czasu i nerwów.
W B2B presja na gotówkę pojawia się z różnych powodów: „bo szybciej”, „bo limit na koncie”, „bo tak zawsze robimy”, czasem niestety też dlatego, że druga strona chce „mniej śladu”. Mikrofirmie nie opłaca się wchodzić w te motywy. Opłaca się mieć prostą politykę płatności.
Przykładowy zestaw zasad, który działa w małej firmie:
Ta polityka ma jeszcze jedną zaletę: porządkuje pracę. Nie musisz pilnować, czy ktoś wziął gotówkę, czy wystawił KP, czy pieniądze trafiły do banku, czy się zgadza utarg z fakturą. W mikrofirmie to są realne godziny życia odzyskane co miesiąc.
Jeżeli masz transakcję powyżej limitu, a płatność idzie przelewem, zadbaj o dwie rzeczy:
W mikrofirmie „najdroższy” jest bałagan: niejasne powiązania płatności z dokumentami, brak spójności między umową a fakturami i sytuacje, w których po roku nikt nie pamięta, skąd się wzięła dana kwota. Limit gotówkowy jest dobrym pretekstem, żeby ten bałagan uciąć.
To nie jest „wielka księgowość”. To jest prosta higiena, która w mikrofirmie robi różnicę między kontrolą nad pieniędzmi a ciągłym gaszeniem małych pożarów.