
W większości mikrofirm konflikt nie bierze się z tego, że klient chce zmian. Zmiany są normalne. Konflikt bierze się z tego, że nikt nie ustalił, czym jest poprawka, czym jest zmiana zakresu i jak wygląda decyzja „robimy / nie robimy / ile to kosztuje / kiedy będzie”. W efekcie klient czuje, że „przecież to drobiazg”, a wykonawca czuje, że „to już trzeci raz wracamy do początku”. Proces zmian nie ma utrudniać współpracy. Ma ją uspokajać: każdy wie, co zrobić, gdy pojawia się nowy pomysł.
Bez definicji proces nie zadziała, bo będziecie rozmawiać innymi językami. Najprościej przyjąć trzy kategorie:
Klucz: te definicje mają być w ofercie/ustaleniach przed startem. Wtedy, gdy pojawia się spór, nie „wymyślasz zasad”, tylko wracasz do reguł.
Chaos zaczyna się wtedy, gdy zmiany przychodzą z pięciu stron: SMS, telefon, komentarze, wiadomości na czacie, „dopowiem przy okazji”. Proces zmian zaczyna się od prostego wymogu: zmiany są zgłaszane w jednym miejscu. Może to być mail, dokument z listą punktów albo narzędzie do zadań. Nie ma znaczenia narzędzie. Ma znaczenie, że da się wskazać: „to jest zgłoszenie zmiany” i da się do tego wrócić po tygodniu.
Druga zasada: jedna osoba decyzyjna. Reszta może zbierać uwagi, ale zatwierdza jedna osoba. Bez tego będziesz wdrażać sprzeczne poprawki, a projekt zamieni się w politykę.
Nie potrzebujesz tabel i wielkich dokumentów. Wystarczy prosty rejestr zmian, prowadzony jak lista: numer zmiany, krótki opis, status (do wyceny / do akceptacji / w realizacji / zrobione), wpływ (czas/koszt) i data decyzji. Najważniejsze jest to, żeby zmiany miały swój „życiorys”. W mikrofirmie to działa jak pamięć zewnętrzna: po miesiącu nikt nie będzie już pamiętał, kto co ustalił.
Proces zmian powinien być szybki, inaczej ludzie będą go omijać. Sprawdza się schemat:
Najbardziej „konfliktogenny” moment to punkt 3. Dlatego warto mieć prostą, powtarzalną metodę oceny wpływu.
Klient najczęściej buntuje się nie przeciwko samej dopłacie, tylko przeciwko nieprzewidywalności. Jeśli każda zmiana jest „zależnie”, to klient ma wrażenie, że cena bierze się z kaprysu. Najlepiej działają trzy modele, które możesz stosować równolegle, zależnie od typu usługi:
Ważne: zawsze komunikuj, za co klient płaci. Nie „za zmianę”, tylko za konkret: dodatkową pracę, dodatkową iterację, dodatkowe testy, dodatkową odpowiedzialność za termin.
W wielu usługach kluczowym problemem jest wracanie do wcześniejszych decyzji: klient zaakceptował kierunek, a potem chce zmienić koncepcję. To jest normalne, ale musi mieć konsekwencje. Najprostsza zasada brzmi: po akceptacji etapu zmiana kierunku jest zmianą zakresu. Nie dlatego, że chcesz „karać”. Dlatego, że wracacie do pracy, która została już wykonana i zaakceptowana.
Żeby to działało, musisz mieć czytelne punkty akceptacji: co dokładnie było zaakceptowane i w jakiej formie.
Awaryjne prośby zdarzają się zawsze. W mikrofirmie największe ryzyko polega na tym, że „pilne” staje się normą, a Ty przestajesz panować nad kolejką. Dlatego warto mieć regułę: zmiany pilne są możliwe, ale mają dopłatę i przesuwają inne prace, chyba że klient wybiera wariant „bez zmiany terminu” i akceptuje późniejsze wdrożenie tej zmiany.
To jest uczciwe ustawienie wyboru: klient decyduje, czy kupuje priorytet, czy czeka. Ty nie musisz udawać, że priorytet jest darmowy.
W sporach najczęściej wygrywa ton. Nie tłumacz się i nie oceniaj prośby klienta. Odnoś się do procesu:
To przenosi rozmowę z emocji na decyzje. I o to chodzi.
Jeśli wdrożysz proces, a i tak będą kłótnie, zwykle winne są te rzeczy:
Dobry proces zmian jest nudny. I to jest komplement. Ma zdejmować napięcie i sprawiać, że zarówno Ty, jak i klient, podejmujecie decyzje na podstawie jasnych reguł, a nie na podstawie frustracji z kolejnej „małej prośby”.