
Dobra oferta w małej firmie nie ma zachwycać „ładnym opisem”. Ma zrobić trzy rzeczy: po pierwsze wyjaśnić klientowi, co dokładnie kupuje; po drugie uciąć nieporozumienia zanim powstaną; po trzecie ograniczyć pole do przeciągania rozmów i negocjacji „w nieskończoność”. Jeśli dziś po wysłaniu oferty dostajesz serię pytań typu „a czy w cenie jest też…”, „a jak to będzie wyglądało…”, „a co jeśli…”, to zwykle znaczy, że oferta nie domyka procesu decyzyjnego. Klient nie widzi granic i próbuje je doprecyzować na swoją korzyść albo po prostu czuje niepewność.
W mikrofirmach oferta często jest zlepkiem: kilka zdań o doświadczeniu, lista „co robimy”, na końcu cena. Problem: klient nie kupuje listy czynności. Kupuje rezultat i sposób dojścia do niego. Oferta, która się broni, musi być propozycją współpracy z jasnymi zasadami, a nie folderem reklamowym.
To oznacza, że w ofercie powinny znaleźć się elementy, które ludzie zwykle omijają, bo wydają się „zbyt formalne”: założenia, warunki startu, sposób akceptacji, ograniczenia poprawek, co jest zmianą zakresu. Te elementy nie odstraszają dobrych klientów. One odstraszają chaos.
Żeby oferta ograniczała pytania, musi mieć stałą strukturę. Nie chodzi o to, by była długa, tylko by była kompletna. Najprostszy, skuteczny układ to:
Ważne: ten układ pozwala klientowi „przewinąć” ofertę w głowie. Jeśli wszystko jest w stałym miejscu, pytań jest mniej, bo łatwiej coś znaleźć i zrozumieć.
W tej sekcji unikaj słów typu „wdrożenie”, „optymalizacja”, „wsparcie”, „kampania”, jeśli nie dopiszesz, co to znaczy w Twojej praktyce. Zamiast abstrakcji dawaj konkret: co klient dostaje, w jakiej formie i gdzie to będzie działało. Jedno zdanie potrafi uciąć połowę rozmów.
Przykład logiki, nie konkretnej branży: „Rezultat: przygotowanie i przekazanie X w formacie Y, gotowe do użycia w miejscu Z, z testem działania A/B”. Klient ma obraz. Nie musi dopytywać, czy to „zawiera też” coś, czego nie opisałeś.
Kluczowa część oferty to rozdzielenie „w cenie” i „poza ceną”. W małej firmie to jest najtańszy sposób na ochronę marży. Najlepiej działają dwie krótkie listy:
Nie bój się sekcji „poza zakresem”. To nie jest przyznanie się do braków. To jest uczciwe ustawienie granic. Bez tego klient wypełni luki własnymi oczekiwaniami, a potem będzie rozczarowanie.
Proces nie może być opisem „będziemy działać”. Ma pokazać, kiedy klient ma coś zatwierdzić i co się dzieje, jeśli nie zatwierdza. W praktyce wystarczą 3–5 kroków. Każdy krok ma kończyć się czymś, co klient rozumie: szkicem, wersją roboczą, etapem wdrożenia, przekazaniem materiałów.
Najważniejsze są punkty akceptacji, bo to one zamykają etap i ograniczają „wracanie do początku”. Jeśli klient wie, że po akceptacji etapu zmiana kierunku jest zmianą zakresu, negocjacje robią się krótsze i bardziej rzeczowe.
Ta sekcja nie musi być długa, ale musi być jednoznaczna. Jeśli w ofercie nie ma warunków współpracy, klient będzie je tworzył w trakcie, a Ty będziesz reagować dopiero wtedy, gdy jest już nerwowo. Wstaw krótkie zasady:
Nie musisz pisać prawniczo. Wystarczy język roboczy, ale konsekwentny. Klient ma wiedzieć, jak współpracować, żeby poszło sprawnie.
Negocjacje często zaczynają się od „a da się szybciej?”. Dlatego harmonogram w ofercie powinien mieć dwa elementy: orientacyjny czas realizacji oraz warunki, od których zależy start i liczenie terminów. Najprostsze zdanie, które robi robotę: „Termin liczymy od dnia potwierdzenia (wpłata/akcept) i dostarczenia kompletu materiałów”.
Jeśli klient opóźnia materiały albo akceptacje, harmonogram przesuwa się automatycznie. To nie jest „twardość”, tylko logiczna zależność. I lepiej, żeby klient zobaczył ją w ofercie, niż żeby usłyszał ją w sporze.
W ofercie cena powinna być osadzona w zakresie i warunkach. Sama kwota bez kontekstu prowokuje do negocjacji, bo klient nie wie, co dokładnie „wycina”, gdy chce taniej. Dlatego najlepiej działa cena powiązana z wariantami lub etapami. Warianty przenoszą rozmowę z „taniej” na „który wariant”. Etapy z kolei pokazują, że płacisz za konkretne wyniki, a nie „za obecność”.
Jeśli dajesz jedną cenę, dopisz krótko, co w niej jest kluczowe: zakres, liczba rund poprawek, termin, forma przekazania. Wtedy klient mniej „wierci”, bo widzi, co jest w pakiecie.
Oferta, która działa, kończy się jasnym „co dalej”. Bez tego klient odkłada decyzję, bo nie ma poczucia domknięcia. Wystarczy prosta instrukcja: „Jeśli akceptujesz ofertę, odpisz potwierdzeniem, wyślij dane do faktury i wskaż osobę decyzyjną. Po wpłacie i materiałach startujemy w terminie X”.
Im mniej tarcia w kolejnym kroku, tym mniej przeciągania rozmów i mniej negocjacji „na raty”.
Jeśli chcesz ocenić swoją ofertę w 2 minuty, zadaj sobie pytania:
Jeśli na któreś pytanie odpowiedź brzmi „nie”, to dokładnie tam powstaną pytania klienta i tam zacznie się negocjowanie. Dobra wiadomość jest taka, że oferta nie musi być idealna. Ma być jednoznaczna i powtarzalna. To wystarczy, żeby oszczędzić czas, nerwy i marżę.