
W mikrofirmie usługowej wycena to nie tylko „ile to będzie kosztować”. To decyzja, czy projekt w ogóle ma sens: czy zmieści się w Twojej dostępności, czy klient jest gotowy do współpracy, jakie są ryzyka i gdzie najczęściej pojawią się poślizgi. Jeśli wyceniasz „na oko”, zwykle dzieją się dwie rzeczy naraz: zaniżasz cenę przy trudnych tematach i przepłacasz czasem swoją energią, a jednocześnie odstraszasz część dobrych klientów, bo nie umiesz jasno uzasadnić kwoty.
Poniżej masz prosty, powtarzalny system na 30 minut, który działa dla większości usług projektowych i wdrożeniowych. Nie wymaga tabelek ani rozbudowanych arkuszy. Chodzi o to, żeby szybciej podejmować decyzje, a nie udawać, że w wycenie da się mieć stuprocentową pewność.
Wycena w 30 minut jest możliwa tylko wtedy, gdy wiesz, o co pytasz. Potrzebujesz krótkiej listy „pytań bramkowych”. Jeśli klient nie jest w stanie odpowiedzieć, to też jest informacja: projekt jest ryzykowny albo klient nie jest gotowy.
To jest fundament. Bez niego reszta systemu staje się „ładnie opisaną intuicją”, a nie wyceną.
Nie rozbijaj projektu na 40 zadań. W mikrofirmie to zabija czas i daje fałszywe poczucie kontroli. Zamiast tego zrób 3–6 klocków, z których każdy kończy się czymś namacalnym. Przykładowo:
Każdy klocek ma mieć wynik, który klient rozumie. Dzięki temu łatwiej Ci bronić ceny i łatwiej klientowi zaakceptować wycenę etapami.
W wycenie najwięcej błędów bierze się z udawania precyzji. Zamiast próbować przewidzieć każdą godzinę, oceniaj złożoność klocków w skali prostej, np. 1–5. To jest szybkie i daje dobre rezultaty, jeśli robisz to konsekwentnie.
Następnie przypisz każdemu poziomowi „pakiet czasu” w Twojej rzeczywistości. Nie ma jednej słusznej liczby. Ważne, żebyś miał własną mapę, opartą o doświadczenie. I żebyś ją aktualizował po projektach.
W mikrofirmach wycena „samej pracy” to błąd. Najczęściej zjada Cię komunikacja: zbieranie uwag, doprecyzowania, oczekiwanie na materiały, mikro-decyzje. Dlatego do każdego projektu dodaj dwa narzuty:
W praktyce to może być procent (np. 10–30%) albo stały „bufor godzinowy”. Klucz: narzut ma być jawny w Twojej głowie i spójny między wycenami. Jeśli klient ma słabe materiały, niech to ma konsekwencje w cenie lub w warunkach startu.
Zanim podasz kwotę, zrób szybki test min. To jest 2–3 minuty, które ratują marżę.
Jeśli widzisz minę, nie musisz od razu rezygnować. Możesz ją „wycenić”: dodać narzut, zmienić model współpracy albo zaproponować etap diagnostyczny.
Jedna cena daje pole do targowania. Warianty przenoszą rozmowę na decyzję: co klient wybiera. Najprostszy układ to Basic/Standard/Pro, ale różnice muszą dotyczyć rzeczy, które realnie kosztują:
Warianty mają jeszcze jedną zaletę: jeśli klient wybierze tańszy, ograniczony pakiet, ograniczasz ryzyko. Jeśli wybierze droższy, masz budżet na komfort i bufor.
Wycena bez warunków to prośba o konflikt. Dlatego zawsze dołącz krótki akapit „na jakich założeniach to stoi”. Bez prawnego żargonu, zwykłym językiem. Taki akapit powinien zawierać:
To nie jest „biurokracja”. To instrukcja współpracy, która chroni Twoją wycenę.
Jeśli chcesz to spiąć w jeden nawyk, zrób tak: 10 minut na pytania bramkowe, 10 minut na klocki i złożoność, 5 minut na narzuty i miny, 5 minut na warianty i akapit założeń. Wycena nie będzie „idealna”, ale będzie powtarzalna, logiczna i dużo mniej losowa niż strzelanie ceną.
Najważniejsze: po każdym projekcie zrób krótką korektę swojej mapy złożoności. Szacowanie ma sens tylko wtedy, gdy traktujesz je jak proces żywy, a nie jednorazowy strzał.