
Rabat jest jednym z najszybszych sposobów, żeby podbić sprzedaż tu i teraz. I jednocześnie jednym z najszybszych sposobów, żeby zabić marżę, przyzwyczaić klientów do kupowania wyłącznie „na promocji” oraz wprowadzić chaos, z którego trudno się potem wycofać bez bólu. W mikrofirmie problem jest większy niż w dużej sieci: nie masz armii analityków, nie masz budżetu na testy A/B w nieskończoność i nie możesz sobie pozwolić na miesiąc pracy „po kosztach”, bo ktoś kiedyś rzucił hasło -30%.
Dobrze ustawiona polityka rabatowa nie polega na tym, że „czasem robimy zniżkę”, tylko na tym, że masz jasne zasady: kiedy rabat ma sens, jaki jest jego cel, jak go komunikujesz i kiedy odmawiasz. Najważniejsze: rabat ma wspierać firmę, a nie ją zastępować.
Jeżeli rabat ma być częścią Twojego systemu sprzedaży, zacznij od odpowiedzi na jedno pytanie: co ma się wydarzyć dzięki promocji? W małej firmie rabaty zwykle mają sens w czterech sytuacjach:
Jeśli nie potrafisz nazwać celu, rabat jest „zagraniem na ślepo”. Czasem zadziała, ale równie często zadziała w złą stronę: przyciągnie łowców okazji, którzy nie wrócą bez kolejnej zniżki.
Największy błąd początkujących firm to brak progów bezpieczeństwa. Polityka rabatowa powinna zaczynać się od policzenia minimum: ile musi zostać na pokrycie kosztów, ryzyk i Twojego czasu. Nawet jeśli nie liczysz tego „księgowo”, potrzebujesz trzech prostych granic:
To nie jest „twardość”, tylko higiena. Bez tych progów rabaty zaczynają żyć własnym życiem, bo każda kolejna rozmowa z klientem kończy się pytaniem: „to ile Pan/Pani może zejść?”.
Nie każdy „rabat” musi być obniżką ceny. W mikrofirmie często lepiej działa mechanika, która buduje wartość zamiast ją podcinać. Najbezpieczniejsze typy promocji to te, które mają jasny warunek i jasny powód:
Obniżka „bo tak” jest najgorszym wariantem, bo uczy klienta, że Twoja cena jest negocjowalna i przypadkowa. Natomiast rabat za konkretny warunek uczy, że cena jest stała, a promocja jest elementem gry według zasad.
Jednym z cichych zabójców marży jest łączenie promocji. Na początku bywa niewinnie: kod -10% plus darmowa dostawa plus rabat na zestaw. Klient jest zachwycony, a Ty dopiero później odkrywasz, że sprzedałeś z minimalną marżą lub nawet poniżej sensownego poziomu.
Ustal proste reguły i trzymaj je konsekwentnie:
Te zasady powinny być jasne zarówno dla klienta, jak i dla Ciebie. W innym przypadku zaczynają się wyjątki, a wyjątki w praktyce stają się standardem.
Jeśli sprzedajesz towar lub usługę konsumentom i komunikujesz obniżkę ceny, musisz pamiętać o obowiązku podawania punktu odniesienia w określony sposób. W praktyce kluczowa zasada jest prosta: gdy informujesz o obniżce konkretnej ceny, obok ceny obniżonej musisz pokazać również informację o najniższej cenie z okresu 30 dni przed wprowadzeniem obniżki. To ma sens: klient ma widzieć, czy rabat jest realny, czy tylko „marketingowy”.
Są też sytuacje szczególne, o których wiele mikrofirm potyka się dopiero przy pierwszej większej akcji:
Wniosek praktyczny: jeżeli planujesz zniżki, potrzebujesz historii cen. Bez tego trudno rzetelnie pokazać wymagane informacje, a to naraża Cię na zarzut wprowadzania klientów w błąd.
Mała firma nie musi mieć zaawansowanej infrastruktury, ale musi mieć porządek. Jeśli masz sklep internetowy, upewnij się, że system przechowuje historię zmian cen i potrafi z niej wyciągnąć najniższą cenę z ostatnich 30 dni. Jeśli sprzedajesz usługi albo prowadzisz sprzedaż w modelu mniej „sklepowym”, potrzebujesz przynajmniej prostego rejestru: kiedy obowiązywała dana cena i jak długo.
To nie jest „dodatkowa robota”, tylko element bezpieczeństwa. Przy sporze lub kontroli nie wygrywa ten, kto ma rację w głowie, tylko ten, kto potrafi to pokazać danymi.
Najbardziej destrukcyjna rzecz, jaką możesz zrobić cenie, to komunikowanie rabatów w sposób ciągły: „promocja trwa”, „ostatnia szansa”, „tylko dziś”, „mega okazja” – a potem okazuje się, że jutro jest to samo. Klient szybko się uczy, że Twoje komunikaty nie są wiarygodne, a zakup bez zniżki jest nierozsądny.
W praktyce warto trzymać trzy zasady:
Jeśli boisz się, że bez rabatu nie sprzedasz, to zwykle nie problem rabatu, tylko problem oferty: zbyt mało jasnej wartości, zbyt ogólny komunikat, brak dowodów skuteczności, nieczytelne porównanie wariantów albo zły dobór klientów. Zniżka może to chwilowo przykryć, ale nie naprawi podstaw.
Żeby rabaty nie stały się chaosem, wystarczy mały rytuał. Przed każdą akcją odpowiedz sobie na cztery pytania:
Taki minimalny system robi ogromną różnicę, bo zmusza do myślenia o rabacie jak o narzędziu biznesowym, a nie emocjonalnym ratunku „bo spadła sprzedaż”.