
W mikrofirmie kary umowne potrafią działać jak młotek: jedna strona ma narzędzie nacisku, druga zaczyna robić rzeczy „żeby tylko nie było kary”, często kosztem jakości, zdrowia i marży. Najgorzej jest wtedy, gdy kara umowna nie wynika z realnego ryzyka, tylko jest wklejona z korporacyjnego wzoru, a potem służy jako pretekst do potrąceń z faktury i przeciągania płatności. Mikrofirmy przegrywają w takich sytuacjach zwykle nie dlatego, że wykonały usługę źle, tylko dlatego, że nie miały porządnych zasad w umowie i nie zareagowały na czas.
Ten artykuł jest o praktyce: jak patrzeć na kary umowne w B2B, kiedy się na nie godzić, jak je ograniczać, jak dokumentować realizację, jak bronić się przed potrąceniami i co wprowadzić do umowy/OWU, żeby nie finansować cudzych nerwów.
Kara umowna to z góry ustalona kwota (albo sposób jej wyliczenia), którą jedna strona ma zapłacić drugiej, jeśli naruszy określony obowiązek z umowy. W teorii ma ułatwiać życie: zamiast spierać się o wysokość szkody, strony mają ustalony „ryczałt” za konkretne naruszenie.
W mikrofirmach kara ma sens głównie wtedy, gdy dotyczy czegoś, co jest mierzalne i kontrolowalne, np. terminu wykonania, obowiązku poufności, zakazu podwykonawstwa bez zgody, albo określonego standardu bezpieczeństwa. Jeśli kara dotyczy rzeczy ocennych („jakość niezadowalająca”), staje się narzędziem konfliktu, a nie porządku.
Mikrofirmy bardzo często spotykają taki mechanizm:
Jeśli nie masz w umowie zasad współdziałania klienta, definicji zmian, procedury odbioru i zasad naliczania kar, możesz utknąć w sytuacji, w której klient „wychodzi na swoje”, a Ty zostajesz bez pieniędzy i bez czasu na spór.
1) Kara tylko za konkret, nie za „wrażenie”
Kara powinna dotyczyć konkretnego obowiązku: termin, poufność, zakaz konkurencji, brak określonego dokumentu. Unikaj kar za „nienależyte wykonanie” bez definicji, bo to jest worek bez dna.
2) Limit łączny kar (cap)
W praktyce mikrofirmie najbardziej opłaca się wprowadzić limit: łączna suma kar nie przekroczy np. 10% lub 20% wynagrodzenia netto za dany etap. Bez limitu klient może próbować naliczać kary wielokrotnie, aż „zje” całą fakturę.
3) Kara liczona od etapu, nie od całej umowy
Jeśli projekt jest etapowy, kara za opóźnienie etapu powinna być liczona od wartości etapu, a nie od wartości całej umowy. To najprostszy sposób, żeby kara była proporcjonalna.
4) Wyłączenia i „stopery”
W mikrofirmie koniecznie dopisz, że kary nie nalicza się, jeśli opóźnienie wynika z braku współdziałania klienta, braku decyzji, braku materiałów, zmian zakresu, siły wyższej lub innych obiektywnych przeszkód. Jeśli tego nie ma, klient może naliczać kary nawet wtedy, gdy sam blokował projekt.
5) Procedura naliczania
Najlepsza praktyka: kara wymaga pisemnego wezwania, wskazania podstawy i wyliczenia, oraz czasu na odniesienie się. Bez procedury klient może potrącić „z automatu” i przerzucić na Ciebie obowiązek udowadniania, że kara była bezpodstawna.
W B2B klient często próbuje potrącić karę umowną z Twojej faktury, bo to dla niego wygodne: nie musi płacić i potem dochodzić kary, tylko po prostu płaci mniej. Dla mikrofirmy to jest sytuacja niebezpieczna, bo w praktyce tracisz część wynagrodzenia „tu i teraz”, a odzyskanie go może wymagać sporu.
Dlatego mikrofirmie opłaca się mieć w umowie/OWU dwa zabezpieczenia:
To nie zawsze przejdzie u dużych klientów, ale w wielu relacjach B2B da się przynajmniej wynegocjować „procedurę i termin”, a to już jest duża różnica. Jeśli klient nie chce żadnej procedury, to jest to sygnał ostrzegawczy: ktoś planuje używać kar jako narzędzia presji.
W sporach o kary najczęściej rozstrzyga nie to, kto „miał rację”, tylko kto potrafi udowodnić przebieg projektu. Mikrofirmie ratują skórę trzy typy dowodów:
Jeśli masz te trzy elementy, „kara za opóźnienie” często okazuje się bezzasadna albo przynajmniej negocjowalna. Jeśli ich nie masz, możesz utknąć w sytuacji „słowo przeciw słowu”, a duży klient ma przewagę proceduralną.
W mikrofirmie najbezpieczniej działa model, w którym terminy są powiązane z warunkami:
Jeśli w umowie masz termin „do 30 dni” bez warunków, a klient dostarcza materiały w 29. dniu, to formalnie jesteś spóźniony, choć biznesowo to absurd. Mikrofirmy często podpisują takie terminy z pośpiechu, a potem płacą za to karami lub darmową pracą „żeby dogonić”.
Jeśli chcesz zminimalizować ryzyko, wprowadź do umowy/OWU taki zestaw:
To nie musi być długie. Mikrofirmy często wygrywają tym, że mają krótkie, stosowalne zasady i faktycznie ich używają, zamiast 12 stron tekstu, którego nikt nie czyta.
Gdy temat kary pojawia się na finiszu, mikrofirmie najbardziej opłaca się działać szybko i rzeczowo:
Najgorsza strategia to udawanie, że problem zniknie. W mikrofirmie każda „cisza” działa na korzyść strony, która nie płaci.
W zdrowej relacji B2B kara umowna jest narzędziem prewencji: ma motywować do terminowości i jakości. W toksycznej relacji staje się narzędziem negocjacji ceny po fakcie. Mikrofirmy mogą się bronić, jeśli mają prosty pakiet: konkretne kary, limit łączny, wyłączenia, procedura naliczania, zasady zmian i odbiorów oraz minimalny reżim dowodowy. To wystarczy, żeby „kary z kapelusza” przestały działać jak automat do obniżania Twoich faktur.