
Na papierze 15 000 zł brutto miesięcznie z usług wygląda jak coś w pełni osiągalnego: wystarczy kilka klientów, parę zleceń i „jakoś się nazbiera”. W praktyce dla małej firmy czy freelancera to często ambitny cel, do którego dochodzi się miesiącami albo latami. Problem nie polega tylko na tym, żeby wykonać usługę. Największym wyzwaniem jest zdobycie tych klientów, doprowadzenie ich do decyzji, obsłużenie wszystkich formalności i utrzymanie relacji – a to wszystko pochłania ogrom czasu, zanim na koncie pojawi się jakakolwiek zapłata.
Z zewnątrz wygląda to prosto: klient zamawia, przedsiębiorca robi swoje, wystawia fakturę, pieniądze wpływają. W realnym życiu wykonanie samej usługi bywa najkrótszym etapem całego procesu. Dookoła niej jest cała otoczka, którą mały przedsiębiorca zwykle ogarnia sam:
To wszystko to praca, która nie jest „widoczna” w nazwie usługi, ale bez niej nie ma ani sprzedaży, ani możliwości rozliczenia z urzędem. Klient widzi jeden efekt końcowy, przedsiębiorca musi „przerobić” cały łańcuch zadań przed i po wykonaniu zlecenia.
Najbardziej niedocenioną częścią pracy małego przedsiębiorcy są działania sprzedażowe i marketing. Żeby w ogóle pojawiła się szansa na usługę za kilka tysięcy złotych, trzeba:
Każde poważniejsze zlecenie to zwykle kilka, kilkanaście kontaktów z klientem przed złożeniem ostatecznego zamówienia. Nikt za te maile i telefony osobno nie płaci. To wszystko inwestycja czasu, którą właściciel firmy pokrywa z marży na wykonaną usługę – o ile do zlecenia w ogóle dojdzie.
Klienci często proszą „o krótką ofertę”, jakby to była szybka notatka. Dla przedsiębiorcy przygotowanie takiej oferty to nie jest trzyminutowe przepisywanie cen z kartki. Trzeba:
Część ofert nigdy nie zamienia się w zlecenia. To czysta strata czasu z perspektywy przychodu, ale konieczny koszt „gry o klienta”. Żeby sprzedać jedną usługę, często trzeba przygotować kilka ofert, odbyć kilka rozmów, wysłać kilka wersji propozycji.
Mały przedsiębiorca rzadko sprzedaje w pełni „z automatu”. Po drugiej stronie jest ktoś, kto ma swoje obawy, budżety, wcześniejsze doświadczenia. Trzeba więc:
Te rozmowy są niezwykle czasochłonne i często obciążające psychicznie. Do momentu podpisania umowy przedsiębiorca pracuje na własne ryzyko: inwestuje godziny w coś, co może zakończyć się jednym mailem „dziękujemy, wybraliśmy kogoś tańszego”. A bez tych rozmów trudno zdobyć choćby jednego klienta, który zapłaci stawkę pozwalającą w ogóle marzyć o 15 000 zł brutto w danym miesiącu.
Gdy usługa zostanie wykonana, nie ma jeszcze „świętego spokoju”. Trzeba:
To także zabiera czas. Jedno źle opisane zlecenie potrafi potem wrócić kilka razy – przy księgowaniu, przy korektach, przy kontroli, przy rocznym rozliczeniu. Mały przedsiębiorca musi być jednocześnie sprzedawcą, wykonawcą, „działem finansów” i „działem administracji”.
Do tego dochodzą realne, pieniężne koszty zdobywania klientów. Nawet jeśli ktoś nie wykupuje wielkich kampanii reklamowych, to i tak płaci za:
Te koszty istnieją niezależnie od tego, czy w danym miesiącu uda się „dobić” do 15 000 zł brutto, czy przychód zatrzyma się na kilku tysiącach. Mała firma rzadko ma budżet marketingowy liczony w dziesiątkach tysięcy – więc każdy nietrafiony wydatek podcina skrzydła na długo.
Dopełnieniem całości są obowiązki wobec państwa: rozliczenia podatkowe, składki ZUS, JPK, deklaracje, czasem korespondencja z urzędami. Nawet jeśli przedsiębiorca korzysta z biura rachunkowego, musi i tak:
Do tego dochodzi choćby minimalna analiza tego, co się dzieje w firmie: sprawdzanie, które usługi się sprzedają, co generuje straty czasu, jakie są marże na poszczególnych zleceniach. To nie są czynności, które można zignorować, jeśli celem jest stabilne osiąganie przychodu typu 15 000 zł brutto miesięcznie. Bez tego łatwo wpaść w „robienie wszystkiego dla wszystkich” za stawki, które nie mają prawa się spinać.
Zobacz koniecznie: https://bizneo.pl/start-firmy,ac255/15-tys-zl-brutto-sprzedazy-uslug-ile-z-tego-naprawde-zostaje-malemu-przedsiebiorcy,2691
Jeśli spojrzymy na ten obraz całościowo, 15 000 zł brutto sprzedaży usług zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Żeby dojść do takiego przychodu, mały przedsiębiorca musi:
To dlatego wielu przedsiębiorców ma poczucie, że pracują „od rana do nocy”, a na koncie nie widać proporcjonalnie wysokich kwot. Sam przychód brutto mówi niewiele. Dopiero gdy dodamy do niego koszty zdobywania klientów, czas potrzebny na wszystkie czynności wokół usługi i obowiązkowe obciążenia, widać, jak bardzo jest to wymagające, żeby pojedyncza mała firma regularnie dochodziła do poziomu 15 000 zł brutto i jeszcze miała z tego rozsądny dochód.